Przejdź do treści

Codzienne Foto

Projekt 365

Steve McCurry i fotografia National Geographic

8 min czytania0
Steve McCurry i fotografia National Geographic

Steve McCurry i fotografia National Geographic – CodzienneFoto – Projekt 365

Jedno zdjęcie zrobione w 1984 roku w pakistańskim obozie dla uchodźców trafiło na okładkę National Geographic i stało się jedną z najczęściej rozpoznawanych fotografii w historii czasopisma – a sam McCurry przez kolejne dekady nieprzerwanie kształtował to, jak świat wyobraża sobie fotografię dokumentalną.

Projekt 365 to ćwiczenie z konsekwencji: jedno zdjęcie dziennie przez cały rok. Brzmi prosto, ale już po kilku tygodniach większość fotografów odkrywa, że najtrudniejsze nie jest techniczne wykonanie kadru, lecz znalezienie w codzienności czegoś wartego uwiecznienia. Steve McCurry przez całą swoją karierę rozwiązywał dokładnie ten problem – tyle że w skali globalnej, w warunkach, które większości z nas nigdy nie przyjdzie doświadczyć. Jego podejście do fotografii, wypracowane podczas dziesiątek wypraw dla National Geographic, dostarcza czegoś więcej niż inspiracji. To gotowy zestaw zasad, który można przełożyć na własną codzienną praktykę.

Steve McCurry i fotografia National Geographic to temat, który dla uczestników Projektu 365 ma znaczenie praktyczne, nie tylko historyczne. Sposób, w jaki ten fotograf buduje kadr, szuka światła i nawiązuje kontakt z portretowanymi ludźmi, przekłada się bezpośrednio na umiejętności, które rozwijasz, robiąc zdjęcie każdego dnia.

Afgańska dziewczyna i lekcja, której nie można przeoczyć

Czerwcowa okładka National Geographic z 1985 roku z portretem Sharbat Guli – zwanej powszechnie „afgańską dziewczyną” – sprzedała się w nakładzie przekraczającym 10 milionów egzemplarzy. To liczba, która robi wrażenie, ale bardziej interesująca jest historia samego zdjęcia. McCurry trafił do obozu Nasir Bagh w Pakistanie w trakcie konfliktu afgańsko-radzieckiego. Miał ograniczony czas, niesprzyjające warunki i tłum ludzi wokół. Mimo to wybrał jedno konkretne dziecko, usiadł na jej poziomie i czekał na właściwy moment.

Kontakt z portretowanym – fundament każdego portretu

McCurry wielokrotnie mówił w wywiadach, że najważniejszy moment przed naciśnięciem migawki to nawiązanie autentycznego kontaktu wzrokowego. Nie chodzi o pozowanie ani o wydawanie poleceń. Chodzi o chwilę, gdy fotografowany człowiek przestaje reagować na aparat, a zaczyna reagować na fotografa jako osobę. W przypadku Sharbat Guli trwało to kilka minut. Wynik jest widoczny na zdjęciu: spojrzenie, które nie ucieka, nie jest teatralne, nie jest puste. Warto powtórzyć to ćwiczenie z kimś bliskim – poproś, by nie patrzył w obiektyw, lecz na ciebie, i obserwuj, jak zmienia się wyraz twarzy, gdy rozmowa zaczyna się toczyć.

Zielone oczy i naturalne światło

Zdjęcie zostało wykonane w naturalnym świetle wpadającym przez otwór w namiecie. McCurry nie używał lampy błyskowej – zdecydował się na miękkie, boczne oświetlenie, które modeluje twarz i wydobywa kolor oczu. Przy fotografii portretowej to wybór, który możesz powtórzyć dosłownie jutro: zamiast włączać lampę, poszukaj okna lub drzwi, przez które wpada naturalne światło, i ustaw portretowaną osobę tak, by źródło znajdowało się z boku, nie z przodu. Różnica między światłem czołowym a bocznym jest widoczna gołym okiem już przy pierwszym porównaniu dwóch ujęć.

Ogniskowa i dystans

McCurry użył obiektywu o ogniskowej 105 mm. To ogniskowa, która pozwala zachować komfortowy dystans od portretowanego, jednocześnie kompresując tło i skupiając uwagę na twarzy. Przy Projekcie 365 nie musisz mieć dokładnie tego samego szkła – ważniejsza jest zasada: im dłuższa ogniskowa, tym mniej inwazyjny jesteś jako fotograf, a portretowany czuje się swobodniej. Nawet ekwiwalent 85 mm w aparacie bezlusterkowym lub tryb portretowy w nowszym smartfonie daje zbliżony efekt kompresji perspektywy.

Portret afgańskiej dziewczyny pokazuje, że siła zdjęcia nie pochodzi z wyjątkowych warunków ani z drogiego sprzętu, lecz z decyzji podjętych w ciągu kilku sekund przed naciśnięciem migawki.

Jak McCurry buduje kadr – zasady kompozycji w praktyce

Analizując kilkaset zdjęć McCurry’ego z archiwum National Geographic, można wyodrębnić kilka powtarzających się wzorców kompozycyjnych. Nie są to przypadkowe nawyki – to świadome narzędzia, które fotograf stosuje konsekwentnie niezależnie od lokalizacji i tematu.

Pierwszym z nich jest głębia kompozycji. McCurry rzadko fotografuje płaskie sceny. Nawet w przypadku portretu dba o to, by w kadrze znalazły się co najmniej dwa plany: wyraźny pierwszy plan z głównym bohaterem i rozmyte tło, które dostarcza kontekstu bez rozpraszania uwagi. W fotografii ulicznej często dodaje trzeci plan – element dalekiego tła, który nadaje zdjęciu głębię przestrzenną. Tę zasadę można ćwiczyć w każdym mieście: wystarczy znaleźć bramę, łuk lub fragment muru, który posłuży jako naturalny przedni plan.

Drugi wzorzec to kolor jako element narracji. McCurry jest znany z intensywnych, nasyconych barw – nie dlatego, że nadmiernie przetwarza zdjęcia w postprodukcji, lecz dlatego, że szuka scen, w których kolory naturalnie kontrastują lub harmonizują. Czerwona szata na tle szarego muru, żółty autobus na tle błękitnego nieba – to zestawienia, które widzi jeszcze przed podniesieniem aparatu. Podobne zestawienia czekają na każdej ulicy: wystarczy zmienić kąt ustawienia o kilkanaście stopni, by tło stało się jednobarwne i przestało konkurować z głównym motywem.

Trzecim elementem jest linia prowadząca wzrok. Ulice, rzeki, krawędzie architektoniczne – McCurry używa naturalnych linii w otoczeniu, by prowadzić spojrzenie widza od krawędzi kadru do głównego bohatera. Przy Projekcie 365 warto ćwiczyć świadome szukanie takich linii w codziennym otoczeniu: krawędź chodnika, rząd drzew, linia horyzontu.

Czwarty wzorzec, rzadziej omawiany, to stosunek do przestrzeni wokół głównego motywu. McCurry pozostawia „oddech” – nie wypełnia kadru szczelnie. Bohater zdjęcia ma przestrzeń, w którą patrzy lub w którą zmierza. To zasada, którą fotografowie określają terminem „leading room” i która sprawia, że kadr wydaje się dynamiczny nawet gdy przedstawia statyczną scenę.

Projekt 365 a rytm pracy McCurry’ego

McCurry przez lata pracy dla National Geographic wyjeżdżał w teren na kilka tygodni lub miesięcy, po czym wracał z tysiącami klatek do selekcji. Brzmi jak coś zupełnie innego niż codzienne robienie jednego zdjęcia w Warszawie czy Krakowie. Ale mechanizm jest ten sam: regularna ekspozycja na rzeczywistość z aparatem w ręku wyrabia nawyk widzenia.

Projekt 365 działa dokładnie na tej zasadzie. Pierwsze tygodnie są najtrudniejsze, bo szukasz „wyjątkowych” momentów, które uzasadnią zdjęcie. Po dwóch, trzech miesiącach zaczynasz dostrzegać potencjał w scenach, które wcześniej mijałeś bez zatrzymania: cień na ścianie o konkretnej porze dnia, wyraz twarzy człowieka czekającego na autobus, faktura mokrego asfaltu po deszczu.

McCurry w jednym z wywiadów dla magazynu fotograficznego powiedział, że najlepsze zdjęcia rzadko zdarzają się podczas pierwszego dnia w nowym miejscu. Potrzeba czasu, by zrozumieć rytm miejsca i ludzi. W Projekcie 365 masz ten czas – wracasz do tych samych ulic, tych samych ludzi, tych samych pór dnia. To przewaga, której fotoreporter pracujący w terenie zazwyczaj nie ma.

Warto też pamiętać, że McCurry przez lata prowadził notatki z wypraw – krótkie opisy sytuacji, w których powstawały zdjęcia. Dziennik fotograficzny, nawet w formie kilku zdań tygodniowo, pełni podobną funkcję w Projekcie 365: pozwala wrócić do kontekstu zdjęcia i zrozumieć, dlaczego pewne kadry działają lepiej niż inne.

Jak zacząć własny Projekt 365 inspirowany McCurrym

Zacznij od jednej decyzji: wybierz motyw przewodni na pierwsze trzydzieści dni. Nie „cokolwiek” – to zbyt szerokie i prowadzi do przypadkowych wyborów. Może to być portret, może architektura twojego miasta, może cień i światło w miejskiej przestrzeni. McCurry przez lata wracał do tych samych tematów – portret człowieka w jego środowisku, zderzenie tradycji z nowoczesnością, kolor jako nośnik nastroju. Zawężenie tematu nie ogranicza kreatywności; zmusza do głębszego eksplorowania jednego obszaru.

Poniżej cztery kroki, które pomogą ci zbudować trwały rytm pracy:

  1. Wybierz aparat, który zawsze masz przy sobie – smartfon jest lepszy niż lustrzanka zostawiona w domu;
  2. Ustal stałą porę wyjścia z aparatem przynajmniej cztery razy w tygodniu, najlepiej w godzinach złotego światła;
  3. Po każdym tygodniu wybierz jedno najlepsze zdjęcie i zapisz, dlaczego je wybrałeś – to buduje świadomość własnych kryteriów;
  4. Co miesiąc wróć do zdjęć z pierwszego tygodnia i oceń je ponownie – postęp widać dopiero w zestawieniu.

Projekt 365 to nie konkurs ani zobowiązanie wobec algorytmu mediów społecznościowych. To narzędzie do wyrabiania nawyku widzenia – tego samego, który McCurry budował przez dekady pracy w terenie.

Fotografia Steve’a McCurry’ego jako punkt odniesienia

Nie chodzi o kopiowanie stylu. McCurry pracuje w konkretnych kulturowych i geograficznych kontekstach, których nie da się przenieść na polskie podwórko jeden do jednego. Chodzi o zasady, które stoją za jego zdjęciami: kontakt z portretowanym, szukanie naturalnego światła, budowanie kadru wokół linii i koloru, cierpliwość w oczekiwaniu na właściwy moment.

Te zasady działają niezależnie od miejsca. Sprawdzają się na ulicach Mumbaju i na Starym Rynku w Poznaniu. Projekt 365 daje przestrzeń, by testować je każdego dnia – bez presji redakcji, bez deadline’u reportażu, z pełną swobodą eksperymentu.

Wybierz jedno z jego zdjęć – nie po to, by je odtworzyć, lecz by przeanalizować: skąd pada światło, gdzie McCurry ustawił się względem portretowanego, co znalazło się w tle i czy w kadrze widać którąś z opisanych wyżej linii prowadzących. Takie ćwiczenie, powtarzane raz w tygodniu, uczy czytać fotografie przed ich zrobieniem. Steve McCurry i fotografia National Geographic to nie muzeum do podziwiania – to warsztat, z którego można korzystać od pierwszego dnia Projektu 365.

FAQ

Czy projekt 365 nadaje się dla zupełnych początkujących?

Tak – i często przynosi im więcej korzyści niż zaawansowanym fotografom. Początkujący nie mają jeszcze utrwalonych złych nawyków, a codzienna praktyka buduje fundamenty szybciej niż sporadyczne warsztaty. Pierwsze tygodnie uczą przede wszystkim jednego: że dobre zdjęcie rzadko jest kwestią przypadku.

Jak długo trwa efekt projektu 365?

Zmiana w sposobie patrzenia pojawia się zazwyczaj po 4-6 tygodniach regularnej pracy. Po trzech miesiącach większość uczestników zauważa wyraźną różnicę w jakości kadrowania – szczególnie w świadomym wyborze tła i ustawieniu względem źródła światła.

Czy muszę publikować zdjęcia w mediach społecznościowych?

Nie. Projekt działa równie dobrze w prywatnym folderze na dysku. Liczą się zdjęcia i refleksja po każdym tygodniu – nie liczba polubień. Jeśli jednak zdecydujesz się na publikację, wybierz jedno zdjęcie tygodniowo zamiast codziennego wrzucania – to wymusza selekcję i uczy oceniać własną pracę.

Zacznij dziś: zrób jedno zdjęcie przed wieczorem. Nie czekaj na lepszy aparat ani lepsze światło – wyjdź z tym, co masz. Fotografia uliczna w duchu McCurry’ego zaczyna się od decyzji, że wychodzisz.

Wyślij dalej